Wyzwania dla rynku pracy. Uczmy się na cudzych błędach.


Kryzysowy wirus, który w 2007 r. zaczął rozprzestrzeniać się po świecie, wielokrotnie mutował, uodparniał się i długo nie dawał za wygraną. Zmęczył niemal wszystkie europejskie gospodarki, ale tylko niektóre doprowadził nad grób. Te, które ukryte choroby osłabiały już od dawna. Wśród podstawowych dolegliwości państw południowej Europy była nieefektywność pracy. Adecco Poland wskazuje na problem dużych kosztów zatrudnienia, zupełnie niewspółmiernych do osiąganych rezultatów. Podobne wnioski można wyciągnąć z najnowszych badań OECD.

Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) przedstawiła dane, z których wynika, że europejska nacja, która najwięcej swojego czasu poświęca na pracę to… Grecy. W ciągu roku statystyczny Grek pracuje aż 2034 godziny. Niestety ilość nie przekłada się w tym przypadku na jakość. Jeśli policzymy wydajność, porównując czas pracy do wartości PKB, okaże się, że wysiłek Greków daje jedynie 72 proc. średniej UE. Podobny problem, choć w mniejszej skali leżał u podstaw wielkich kłopotów gospodarczych pozostałych krajów Europy Południowej.

Wskaźnik zatrudnienia, czyli odsetek ludności pomiędzy 15 a 64 rokiem życia, który pracuje zawodowo w Grecji spadł poniżej 50 proc. (49,3 proc. w 2013 roku wg statystyk OECD). To zdecydowanie najgorszy wynik w całej Unii Europejskiej, gdzie średnia przekracza 64 proc. W Polsce oscyluje wokół 60 proc. Gorsze dane notują również inne kraje Europy Południowej – we Włoszech zawodowo pracuje 55,6 proc. osób w podanym wieku, w Hiszpanii – 54,8 proc. W Grecji i Hiszpanii wskaźnik zatrudnienia spadł od 2008 roku, czyli początkowej fazy kryzysu, dramatycznie – aż o ponad 5 p. proc.

Warto także zaznaczyć, że stopa bezrobocia w Grecji przekroczyła już 25 proc., co również jest najgorszym wynikiem w krajach Wspólnoty. W Hiszpanii ten wskaźnik jest jedynie nieznacznie niższy. Szczególnie niepokojące są jednak dane dotyczące osób poniżej 25 roku życia. Ta grupa wiekowa ucierpiała w związku z kryzysem najbardziej. Niepowodzenie młodych ma również tragiczne skutki społeczne. Trudny start na rynku pracy oznacza konieczność odłożenia marzeń o usamodzielnieniu, założeniu rodziny czy kupnie własnego mieszkania. Z tymi problemami musi borykać się aż 53,2 proc. młodych Hiszpanów i 52,3 proc. Greków. W Portugalii i Włoszech wskaźnik oscyluje wokół 40 proc. Polska wypada na tym tle korzystnie – bez pracy pozostaje niewiele ponad 1/5 młodych obywateli naszego kraju. Niedostosowanie rynku pracy do potrzeb osób, które dopiero na niego wchodzą to jednak jedynie wierzchołek kryzysowej góry lodowej.



Stopa bezrobocia (proc.) wśród osób poniżej 25 roku życia (Eurostat, 2012)

Brak podstawowej równowagi w kwestiach dotyczących zatrudnienia oczywiście musi mieć wpływ na inne wskaźniki ekonomiczne. W 2012 r. PKB per capita wyniosło w Grecji niemal 17,5 tys. euro. To jeden z najgorszych wyników spośród „starych” członków Unii, o ponad 8 tys. euro poniżej jej średniej. Jeszcze gorsza jest sytuacja południowych Włoch. Dane opublikowane przez SVIMEZ czyli włoskie Stowarzyszenie na Rzecz Rozwoju Przemysłu na Południu wskazują nie tylko na wciąż pogłębiającą się przepaść między poszczególnymi regionami kraju, ale także zatrważającą sytuację południa na tle Portugalii, Hiszpanii oraz najbardziej kojarzonej z kryzysem Grecji. PKB (z uwzględnieniem inflacji) zmalało tam w latach 2001-2014 aż o 9,4 proc. Biorąc pod uwagę cały kraj – jedynie o 1,1 proc. Gospodarka Grecji zmalała w tym samym okresie o 1,7 proc.

- Łatwo znaleźć korelację między tymi danymi, a sytuacją na rynku pracy. Według danych SVIMEZ, aż 6 na 10 pracowników na południu Italii zarabia mniej niż 12 tys. Euro rocznie. Kiedy porównamy to z bogatą północą, gdzie takie dochody wykazuje zaledwie 28,5 proc. zatrudnionych, wynik zmusza to głębszej refleksji. Przyczyny są różnorodne. Nie możemy lekceważyć aspektu demograficznego – coraz częściej młodzi i uzdolnieni Włosi z południa wybierają karierę w Mediolanie czy Turynie. Trzeba również podkreślić często nieumiejętne zarządzanie i brak efektywności lokalnych władz – mówi Anna Wicha, Dyrektor Generalny Adecco Poland.


Zbyt wysokie nakłady

Wysokość PKB nie jest jednak jedynym czynnikiem, który pozwala nam zrozumieć obecną sytuację na wspomnianych rynkach pracy. Inaczej jest kiedy zestawimy ją z innymi wskaźnikami. Choć Grecy wcale nie zbudowali gospodarki, która mogłaby konkurować z najbogatszymi krajami Europy, to płaca minimalna jeszcze w 2012 roku sięgała niemal 900 euro miesięcznie (wg Eurostat), nie odstając znacznie od kwot, na które mogli liczyć mieszkańcy wyżej rozwiniętych krajów Wspólnoty i ponad dwukrotnie przekraczając minimalną pensję w Polsce.

- Analizując wskaźniki dotyczące płac warto zwrócić uwagę na stosunek zarobków minimalnych do średnich. Jeszcze na początku dekady statystyczny Grek zarabiał około 1800 euro. Płaca minimalna stanowiła nawet ponad 56 proc. tej kwoty. Stosunek na poziomie przekraczającym 50 proc. możemy obserwować jedynie w Słowenii i Luksemburgu, czyli krajach o bardzo małej liczbie ludności i, co za tym idzie, zupełnie odmiennych uwarunkowaniach gospodarczych – podkreśla Anna Wicha.

Nie warto naśladować. Trzeba wyciągać wnioski

Światowy kryzys to ważna lekcja dla ludzi odpowiadających za to jak kształtowane są zasady rządzące rynkiem pracy. Najbardziej dobitnym przykładem pozostaje Grecja, która dopiero niedawno zakończyła burzliwe negocjacje dotyczące dalszego wsparcia finansowego. Trudno przewidzieć wszystkie konsekwencje, których „rzutem na taśmę” udało się w ten sposób uniknąć. Możemy być pewni, że wśród nich znalazłoby się jeszcze bardziej drastyczne obniżenie poziomu życia statystycznego Greka. Konieczne by uzdrowić tamtejszy rynek pracy. Niepewnego losu Hellady w ostatniej chwili uniknęli Hiszpanie czy Portugalczycy, znacznie obniżając niedostosowane do ekonomicznych realiów świadczenia. Niemniej wizja kuszenia wyborców obietnicami podwyższania płacy minimalnej, czy płac w „budżetówce” wciąż pozostaje dla wielu europejskich polityków bardzo atrakcyjna. Dyskusje o najniższym dopuszczalnym wynagrodzeniu elektryzują także Polaków.

Obecnie minimalna płaca w Polsce to 1 750 złotych brutto. Zgodnie z ostatnią propozycją Ministra Pracy i Polityki Społecznej Władysława Kosiniak-Kamysza w przyszłym roku miałaby wynieść o 100 złotych więcej. Związkowcy żądają jednak nawet 2 000 złotych.

- Kiedy mówimy o płacy minimalnej w Polsce i porównujemy ją z kwotami w Europie Zachodniej warto brać pod uwagę standard siły nabywczej – przekonuje Anna Wicha. - Tak ważona kwota, ze względu na relatywnie niskie ceny, plasuje nasz kraj przed większością nowych krajów Unii czy Portugalią. Grekom czy Hiszpanom ustępujemy bardzo nieznacznie. Również popularny Big Mac Index, pozwalający porównać siłę nabywczą w różnych krajach, wskazuje, że minimalna płaca w Polsce nie odstaje od tej w Grecji. Polacy mają pełne prawo liczyć na stały wzrost wynagrodzeń i poziomu dobrobytu przy jednoczesnym dalszym spadku poziomu bezrobocia. Kreując zasady panujące na rynku pracy, powinniśmy jednak stale pamiętać o przykładzie państw z południa Europy. Realny i trwały dostatek społeczeństwa buduje się bowiem tylko na solidnych podstawach – dodaje.